VI Kongres Młodych Matematyków Polskich-Warszawa

Przypadki chodzą po ludziach, a cuda czasem się zdarzają, więc ni stąd, ni zowąd pojechaliśmy do Warszawy. Po wykańczającej, nocnej podróży wysiedliśmy na Dworcu Zachodnim, toteż do Centrum został niewielki kawałek. Ale zaczynam zagłębiać się w nieistotne szczegóły. Warszawa, jak zwykle, przytłacza człowieka nienawykłego do wieżowców, tłumów zabieganych, spieszących się gdzieś ludzi i nieustającego hałasu.
Bez większych problemów udało nam się dotrzeć do celu, tj. Wydziału Matematyki i Nauk Informacyjnych (MiNI). Potem tylko szybka podróż do akademika i z powrotem na uczelnię. I zaczęło się. Wykłady! Oryginalne, ciekawe, chociaż niektóre poruszane tematy były troszeczkę trudne np. "Paradoksy szeregów nieskończonych".
Po obiedzie – wycieczka do Centrum Nauki Kopernik. Ha, z czystym sumieniem mogę przyznać, że było to niesamowite przeżycie. Kto by pomyślał: Nauka naprawdę może być ciekawa??? Szkoda tylko, że w szkołach tak nie uczą. Spędziliśmy tam 3,5h, biegając z miejsca na miejsce i nie zobaczyliśmy nawet połowy wystaw, czy innych atrakcji. Trzymaliśmy prąd w rękach, jeździliśmy samochodem po pijanemu (to oczywiście była tylko symulacja), odtwarzaliśmy wynalazki starożytnych filozofów, byliśmy na tonącym statku i naprawdę mogę tak wymieniać w nieskończoność, ale tam trzeba być osobiście, by móc doświadczyć tego wszystkiego
I w sobotę znów po śniadaniu były wykłady jeszcze lepsze od wczorajszych. Obiad i zwiedzamy Warszawę śladami Marii Skłodowskiej-Curie. Dlaczego poszła w kierunku nauk ścisłych jako jedna z nielicznych, w tamtych czasach, kobiet? Jak odkryła Polon i Rad oraz dlaczego przyczyniło się to do jej śmierci? Na te i na wiele innych pytań dostaliśmy odpowiedź, włączając w to historię jej młodości i ciekawostki z jej życia. Podsumowując było inaczej niż w przypadku stereotypowo nudnych przewodników.
Jak można być w Warszawie i nie pozwiedzać jej na własną rękę? Nie można. W doborowym gronie poszliśmy do największej galerii handlowej w Polsce - Złotych Tarasów. Co można robić w galerii, to, jak podejrzewam, każdy wie.
W niedzielę tuż przed pociągiem do Wrocławia byliśmy w Łazienkach Królewskich, to naprawdę ładne miejsce i warto je zobaczyć. Poza robieniem zdjęć sobie nawzajem, wszystkiemu co wpadnie oko, wiewiórkom itd. Po prostu relaksowaliśmy się przed dłuuuugą podróżą do domu.
Już teraz mam ogromny sentyment do tych wspomnień, a minęło zaledwie kilka tygodni. Było niesamowicie, to kiedy druga runda?

Pin It